Święto Konia w Tarczynie, 06.09.2020

Niedziela, druga połowa czerwca 2019 roku. Helsinki – miasto stołeczne, ok. 400 tyś. mieszkańców. Ogólnodostępne, piaszczyste boisko piłki nożnej niedaleko centrum miasta. Na przyległych uliczkach, wokół „stadionu”, pełno samochodów i przyczep do przewozu koni. Jedne przyjeżdżają, inne ładują konie i odjeżdżają. Ruch jak na Marszałowskiej w godzinach szczytu. Podchodzę bliżej i co widzę? Na płycie rozstawione szranki 5 czworoboków ujeżdżeniowych, przy każdym samochód osobowy a w nim sędzia i osoba do sekretarzowania. Liczbę startujących oceniam z grubsza na około 150-200 zawodników. Zdecydowana większość to dzieci i młodzież, w tym głównie dziewczęta. Nikt nie podaje przez megafon kolejności startów, nie ma dekoracji ani wyników wyświetlanych na tablicach. Po każdym przejeździe zawodnik sam odbiera wynik w sekretariacie zawodów. Wpisowe – symboliczne, formalności – żadne (podpisanie stosownego oświadczenia).

Niedziela, 6 września 2020 roku. Tarczyn – nieduże miasto w aglomeracji podwarszawskiej liczącej ponad 3 miliony mieszkańców i pierwsze w regionie (po odwołaniu zakazów związanych z pandemią COVID-19) zawody jeździeckie – podobnej rangi jak w Helsinkach, z tą różnicą, że te podwarszawskie składały się z 2 dyscyplin jeździeckich: skokowej organizowanej przez WMZJ oraz zaprzęgowej, organizowanej przeze mnie w ramach Mazowieckiej Amatorskiej Ligi Zaprzęgowej (MALZ).

Zdarzenie, które chciałbym przywołać, miało miejsce w trakcie zawodów skokowych. W jaskrawy sposób uzmysławia ono różnice w podejściu i „polityce” realizowania celów (rozwój jeździectwa) u nas i np. we wspomnianej na wstępie niespełna 5-milionowej Finlandii…

Kilka dni przed zawodami, jako współorganizator, dowiedziałem się, że zgłoszona liczba uczestników jest niezadowalająca . Zostałem poproszony o pomoc w promocji imprezy i nakłonieniu nowych uczestników do wzięcia udziału w konkurencji skoków. W efekcie podjętych przeze mnie działań, rodzice piątki dzieci uprawiających skoki w jednej z podwarszawskich stajni zdecydowali się przyjechać. Zorganizowali samochód i w komplecie z zawodniczkami pojawili się na zawodach. Po przybyciu okazało się, że dziewczynki nie mają zaświadczeń lekarskich wystawionych przez lekarza sportowego, potwierdzających stan zdrowia umożliwiający uprawianie jeździectwa. Mimo, że dzieci regularnie jeżdżą konno a będący na miejscu rodzice byli gotowi podpisać oświadczenia potwierdzające fakt, iż ich dzieci są zdrowe i mogą uprawiać jeździectwo, odmówiono im prawa do startu. To samo dotyczyło ubezpieczenia NNW. Tu także, w sytuacji braku dokumentu potwierdzającego zakup polisy, pisemne oświadczenie rodzica okazywało się niewystarczające. A wszystko to – przypomnijmy – dotyczyło udziału w konkursie określanym jako „towarzyski” z przeszkodami, których wysokość wynosiła 50 cm.
Celowo podałem na wstępie przykład fiński. Rodzi się bowiem pytanie, co lepiej odzwierciedla stan zdrowia dziecka: oświadczenie rodzica, który na co dzień opiekuje się dzieckiem i któremu przecież najbardziej zależy na jego dobru, czy zaświadczenie lekarza sportowego wydane np. 3 miesiące wcześniej? Osobiście uważam, że rygorystyczne przepisy przeszkadzają rozwojowi dyscypliny i promocji sportu. To właśnie chęć ułatwienia amatorom startu w zawodach a poprzez to nabrania doświadczenia w konfrontacji z innymi zawodnikami była jednym z najważniejszych powodów utworzenia 3 lata temu Mazowieckiej Amatorskiej Ligi Zaprzęgowej.

A teraz ad rem!
W Tarczynie w konkursach powożeniowych wzięło udział 13 zaprzęgów – czego nie traktuję jako sukces. Z poprzedzających zawody kontaktów telefonicznych wynikało, że wielu zawodników obawiało się startować z powodu zaniechanych w czasie pandemii treningów. Stąd np. nie było nikogo z rejonu Płońska, bogatego przecież i w konie zaprzęgowe, i w ekipy amotorskich powożeniowców. Byli za to reprezentanci Mazur i Kujaw, co bardzo cieszy.

A tak prezentują się wyniki konkursów powożenia:
Konkurs dokładności dla par wygrał Rafał Paszyński z luzakiem Joanną Paszyńską (rej. Włocławek), drugi był Michał Walędziak z luzakiem Jarosławem Magierą (Grądy k/Leszna), trzeci natomiast – Jerzy Grzela z Dariuszem Chaberskim (Stajnia Malinowo). W singlach najlepszy był Piotr Ochman z luzaczką Sarą Ławrow. Drugie miejsce zajęła Daria Leśniewska z luzakiem (nb ojcem) Markiem Leśniewskim, a trzecie – Marcin Majewski z luzakiem (również ojcem) Grzegorzem Majewskim.

Potwierdza się sformułowane w ubiegłym roku (m.in. na łamach „Hodowcy i Jeźdźca”) przewidywanie, że ma, i będzie mieć miejsce, stały wzrost zainteresowania młodzieży tą dyscypliną jeździecką – przynajmniej w wydaniu amatorskim.

Przejazd zwycięskiej pary
Fot. Renata Daniłow

W konkursie szybkości par ponownie pierwszymi okazali się Rafał Paszyński z Joanną Paszyńską, drugie miejsce zajęli Jerzy Grzela z Dariuszem Chaberskim, trzecie przypadło Danielowi Chaberskiemu i Marcinowi Chaberskiemu w roli luzaka. Czwarte przyznaliśmy ex aequo aż czterem zaprzęgom: Andrzejowi Chmielewskiemu z żoną Anną z Łagiewnik k/Słupna, Pawłowi Łopacie i Michałowi Żarnawskiemu jako luzakowi z m. Brok, Wojciechowi Alaburdzie z Gabrielą Alaburda z Radziejowic oraz Michałowi Walędziakowi z Jarosławem Magierą z Grąd */. W singlach najszybciej pojechali Piotr Ochman z Sarą Ławrow, wyprzedzając o 1 sekundę, drugi na podium, zaprzęg Darii Leśniewskiej i Marka Leśniewskiego (luzaka). Na trzecim miejscu uplasował się Marcin Majewski powożący siwą czempionką r. śl. Barta.

Odnośnie koni, które wystąpiły w tych zawodach to, podobnie jak poprzednio, zdecydowaną większość stanowiły konie rasy śląskiej, poza tym reprezentowane były: szlachetna półkrew, rasa fryzyjska, kuce szetlandzkie oraz haflinger.
Panu Kazimierzowi Porębskiemu i Jego małżonce organizatorom” Święta Konia w Tarczynie” dziękuję za zaproszenie MALZ do udziału w imprezie. Również p. Marcie Ostrowskiej za bezinteresowny (jak zwykle w przypadku MALZ) i trudny do przecenienia współudział w prowadzeniu konkursów.

Daria Leśniewska – najmłodsza, 14-letnia zawodniczka podczas rundy honorowej.
Fot. Aldona Leśniewska

Niestety, w tym szczególnym roku 2020 zawody w Tarczynie były jedynymi zorganizowanymi w ramach Mazowieckiej Amatorskiej Ligi Zaprzęgowej. Liczę na to, że w przyszłym roku powetujemy sobie straty. …Tym bardziej, że i mój hucuł robi postępy. Mam nadzieję, że następnym razem wystąpię już w podwójnej roli: organizatora i luzaka. Lejce przekażę córce – a jak dobrze pójdzie – to może i 12-letniemu wnukowi, oczywiście zgodę na jego występ (w tym deklarację odnośnie stanu jego zdrowia) pozostawiając oświadczeniu rodzica. Fakt, że koń i powożący/luzak są ubezpieczeni, wystarczy mi w formie stosownego oświadczenia.

* Z nieznanych przyczyn i wbrew ustaleniom, w trakcie zawodów powożeniowych zniknęła fotokomórka, stąd czas w konkursie szybkości musiał być mierzony stoperem, a ponieważ różnice w czasach przejazdów tych czterech zaprzęgów oscylowały w granicach dziesiątych części sekundy, przyjąłem za zasadne, uwzględniając stopień niedokładności pomiarów stoperem, przyznać czwarte miejsce wszystkim czterem zaprzęgom.